Kiedy sięgnęliśmy po książkę Leny Anderson, zatęskniliśmy za latem. Wiemy, że jeszcze trochę musimy zaczekać, ale wczoraj zobaczyliśmy już pierwsze oznaki wiosny: dwa bociany, klucz kaczek i bazie. Zatęskniliśmy też za morzem, lubimy je pod każdą postacią: gdy jest ciche i spokojne, groźne i wzburzone, ciepłe albo zimne. Skradło nasze serca dawno temu i tak już pewnie pozostanie.
Stina uwielbia spędzać lato ze swoim ukochanym dziadkiem, w domku na wyspie. Nie potrzebuje wymyślnych atrakcji, żeby świetnie się bawić. Wystarczą jej skarby, które wyrzuciło morze, rozmowy z dziadkiem, codzienne wspólne rytuały. Rano wypływają razem w morze, żeby sprawdzić, czy do sieci wpadły jakieś ryby. Po powrocie dziadek przygotowuje posiłek, a Stina pomaga przy zmywaniu. Później przy kawie razem słuchają radia.
W książce znajdziecie urzekające, bardzo realistyczne ilustracje. Poznacie wyjątkowe relacje, jakie łączą dziadka i wnuczkę. Dziadek Stiny wydaje się być wręcz idealny, zawsze pogodny, cierpliwie odpowiada na dziecięce pytania. Uważnie słucha tego, co ma do powiedzenia wnuczka, czasami tylko wtrąci– co ty powiesz…. Nigdy nie podnosi głosu. Kiedy znajduje przemokniętą Stinę nad brzegiem morza, podczas sztormu, tuli ją do siebie i tłumaczy, że w taki sztorm nie można być samemu…

Książka, przy której można się rozmarzyć, przywołuje wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. Polecamy dla dzieci 3+.