Fredrik Backman podsumował ją słowami, że to „książka dla każdego, kto kiedykolwiek musiał kogoś pożegnać”. Nie sposób się z tym nie zgodzić.
„Kiedy żurawie odlatują na południe” to literacki debiut szwedzkiej socjolożki Lisy Ridzén. Inspiracją do powstania powieści były notatki opiekunów zajmujących się jej dziadkiem. Na ich podstawie autorka stworzyła niezwykle poruszającą i głęboko emocjonalną opowieść o przemijaniu i o tym, jak trudno pogodzić się z utratą własnej niezależności.
Głównym bohaterem jest dziewięćdziesięcioletni Bo Andersson. Jego ciało coraz częściej odmawia posłuszeństwa, a pamięć zaczyna płatać figle. Mimo to nie narzeka. Cieszy się bliskością ukochanego psa Sixtena i wspomnieniami z długiego życia. To właśnie one stają się jego schronieniem, kiedy teraźniejszość przynosi coraz więcej ograniczeń.
Bosse powoli uświadamia sobie, że traci kontrolę nad własnym losem, a decyzje dotyczące jego życia przejmują najbliżsi. Najpierw jego żona Frederika trafia do ośrodka dla osób cierpiących na demencję, a teraz syn nalega, by oddał psa pod opiekę obcych ludzi. Dla Bo, Sixten jest przecież najwierniejszym przyjacielem, towarzyszem w samotności, ostatnim stałym punktem w życiu, które zmienia się zbyt szybko.
Na jego monotonną codzienność składają się wizyty pracowników Pomocy Domowej, telefoniczne rozmowy z dawnym przyjacielem, odwiedziny syna i wnuczki. Jednak to wspomnieniom oddaje się najchętniej. Na szczęście nikt nie jest w stanie mu ich odebrać. Pogrążony w rozmyślaniach wraca do momentów z dzieciństwa, młodości, do pierwszej miłości, przyjaźni z Turem, trudnej relacji z ojcem. To właśnie one każą mu spojrzeć wstecz, wzbudzają wątpliwości, czy sam był dobrym ojcem, wystarczająco kochał i czy niektóre słowa nie padły zbyt późno albo wcale.



Tą historię każdy odczyta inaczej, w zależności od etapu życia, na którym się znajduje. Akcja jest niespieszna, skupia się na uczuciach, wspomnieniach i drobnych gestach, które z perspektywy czasu nabierają innego znaczenia.
Lisa Ridzén bardzo trafnie i szczerze oddaje realia przemijania. Z książki wybrzmiewa prawda jaka towarzyszy u schyłku życia. Wzruszają nas szczegóły, jak cenna puszka, w której Bo przechowuje szalik swojej żony, wciąż noszący jej zapach. Podczas lektury trudno nie odczuwać tego, co nasz bohater: złości, strachu, smutku i bezradności. Jednocześnie przepełnia nas troska o Bo w jego codziennych zmaganiach.
To zdumiewające ile piękna skrywa się między stronami tej książki, mimo, że dotyczy ostatniego etapu życia starszego człowieka. Lektura wciąga nas w tajemnicę, do głębi porusza. Przypomina, że u kresu życia najważniejsze pozostają miłość i bliskość drugiego człowieka.
„Żurawie kryją się w lesie. Krążą po łące w poszukiwaniu pożywienia, a ich wspaniałe pióra ogonowe podrygują. Stoimy dość blisko, ale ptaki zachowują się tak, jakby nasza obecność im nie przeszkadzała. Jest letni wieczór, a my zlewamy się z otoczeniem. W tym, że możemy obserwować te dzikie ptaki bez ograniczeń, jest coś naprawdę niezwykłego. Widzimy na własne oczy, jak toczy się normalne życie.”
Książka Roku 2024 w Szwecji.
Tytuł: „Kiedy żurawie odlatują na południe”
Autor: Lisa Ridzén
Tłumaczenie: Wojciech Łygaś
Wydawnictwo Albatros
368 stron
Książka dla dorosłych



